Zaskoczenie na południu Kiusiu

2023-01-02 § 2 Komentarze

Koło Święta Bożego Narodzenia pojechałam na południe wyspy Kiusiu.
Od jakiegoś czasu czułam potrzebę nabrania energii od wulkanu. To dziwnie brzmi, ale czasem miewam potrzeby – bycia nad jeziorem, spokojnym morzem itp., jakby te miejsca przywołują mnie:)

Sakurajima (桜島/wyspa wiśniowa) to jeden z najbardziej aktywnych wulkanów w Japonii. Od dawna słyszę, że w mieście Kagoshima, które sąsiaduje z tą wyspą, w zależności od kierunku wiatru trzeba nosić parasol (na popiół) czy nie można wieszać pralnie na balkonie.

Kagoshima to najbardziej południowa prefektura na Kiusiu, dlatego(?) nastawiłam się na to, że w zimę też będzie ciepło.
Ale byłam w błędzie. Tam też potrafi być zimno, a nawet pada śnieg. Akurat wtedy, kiedy byłam to pogoda była dosłownie kapryśna i zmienna. Świeciło słońce, a za 5 minut pada mocny deszcz i za chwilę znów ładna pogoda i można zobaczyć tęczę…

Na Sakurajimę można przepłynąć promem, albo objechać po drugą stronę prefektury i przejechać samochodem przez most. Widać był gaz (to nie chmura:)), wtedy wyglądało dość spokojnie. Jednakże mieszkaniec podszedł i powiedział „Jak usłyszysz dźwięk BUM, uciekaj jak najszybciej do schroniska, i to szybciutko! haha”. Na szczęście tego nie wydarzyło.

Co było ciekawe na wyspie, to grób znajduje się pod daszkiem, jakby w małym domku. Pewnie daszek chroni grób od kamyczek i popiołu, które spadają z wulkanu.

Drugi cel tej podróży to było kawiarenka „HOUSE x KOMORA„. Prowadzi małżeństwo japońsko-ukraińskie, sami przerobili wnętrz, pieką ciasta i serwują z kawą. Odkąd znalazłam ich na instagramie, bardzo chciałam spróbować ich ciasta, bo wyglądają cudownie. Szczególnie serniki i babeczki z pięknymi dekoracjami to były moim marzeniem. Niestety, i STETY, w okresie świątecznym oferowali ciasto świąteczne tj. sernik z bakaliami.

Niebo w gębie!

Reklama

Tohoku Monolog (2)

2022-07-29 § 1 komentarz

W szkole ustalono tak, że uczeń, po którego przyszedł ktoś z rodziny, przekazuje o tym opiekunowi i może opuścić szkołę. Moja mama zazwyczaj nie odbiera nas ze szkoły, a w tamtym dniu wyjątkowo padał śnieg i mama akurat przyszła po młodszego brata. Dlatego ona była w parkingu przy szkole kiedy zdarzyło trzęsienie ziemi. Ja z młodszym bratem od razu wsiedliśmy do samochodu wtedy, kiedy środkowy brat, który już dawno wyszedł ze szkoły, też się pojawił. Ponieważ uczono nas w domu, tak jak wcześniej wspomniałam; „trzęsienie ziemi przychodzi z tsunami w parze” i każdy z nas miał świadomość dokąd uciec z miejsca, gdzie stoisz. On trzymał to i przyszedł do szkoły. Dzięki temu mogliśmy uciec razem.

Nie wiem ile czasu dotąd zajęło od momentu trzęsienia, wydawało mi się, że bardzo długo, ale skoro wszystko było przed tsunami, to musiało być bardzo krótki czas. Wtedy chyba już nie było prądu. Nie było smartfona, a dowiedzieliśmy się w radiu w samochodzie, że w Onagawa dotarło tsunami o wysokości 6m. Już widzieliśmy, że skoro tam i 6m wysokości, to na pewno do nas też dotrze, dlatego zdecydowaliśmy uciec do domu babci po stronie mamy, który mieszka dalej od morza. Chcieliśmy jak najdalej od morza.

DSCF6792

Trafiona decyzja jest „jak najwyżej od poziomu morza”, ale już był korek i mama się zdecydowała inną drogą do „dalej”, mimo że droga zmieniła się już swój kształt – poprzez trzęsienie były górki, płoty, w samochodzie Toyota Voxy skakaliśmy i ujechaliśmy do babci.

U babci dom stał, więc ja z bratami wysiedliśmy z auta, mama odjechała po prababcię, która była u nas w domu. Czyli mama wystartowała ku morzu. Najmłodszy brat płakał cały czas, nie rozumiejąc o co chodzi wokół niego. Uspokajaliśmy go, mówiąc „Nic się nie stanie, wszystko jest w porządku”. Wtedy przyszedł tata i pytał gdzie mama. Odpowiedzieliśmy na to, że pojechała do brzegi po prababcię – tata od razu poszedł za mamą.

Tak naprawdę, to prababcia już uciekła wcześniej z tatą. Gdy mama dotarła do naszego domu, tata dogonił i kazała uciec. A on jechał dalej by zasugerować ewakuację dziadkom, którzy byli w firmie rodzinnej. A firma znajdowała się jeszcze bliżej do morza.

Dziadek, który ma statek, w tamtym dniu miał zamiar wypłynąć z portu, ale na drodze do portu poczuł trzęsienie i poleciał do firmy, by upewnić się czy u jego żony wszystko dobrze. Mój tata im mówił, żeby jak najszybciej uciekli stamtąd i on sam wrócił do nas. Jak tata jechał, to za nim już leciało tsunami i pomyślał, że dziadkowie chyba nie zdążyli uciec.

Dziadkowie nie mogli uciec z firmy, ale byli na stole na pierwszym piętrze i przeżyli. Babci bolała noga, a kiedy dziadek wyszedł z firmy żeby uciec, zobaczył już czarne fale nadchodzące zza lasu sosnowego i powrócił do środka budynku. O tym się dowiedziałam od nich dopiero zostałam się kataribe.

Ogólnie o takie rzeczy ciężko się kogoś pyta. Na przykład niedawno babcia mi opowiadała, że ona nie może zapomnieć głosu sąsiedniego dziecka krzyczącego „Ratunku!”. Ona nie wie jak się skończyło z tym dzieckiem, a sama już nic nie mogła zrobić. Kiedy pytamy ich o tamten dzień, wychodzą im w głowie takie wspomnienia.

No i po wielkiej fali dziadek, który zna się na sznurach, zawiązał jakiś sznur do klamki i zeszli na parter. Drugi dzień trzęsienia. On założył rękawice do stóp, bo jego buty zaginęły, i przyszedł do nas na nogach. Pierwszą noc oni spali na stole, choć na pewno nie mogli zasnąć. Mówili; baliśmy się, bo jeśli sąsiedni blok przypłynie do nas to nie przeżyjemy. To po prostu cud, że oni przeżyli.

O takich ciężkich doświadczeniach wtedy jeszcze nie wiedziałam. Byliśmy razem, bez prądu, ale były koce w przeciwieństwa do tymczasowego schroniska, no i tak naprawdę to tylko leżeliśmy. Dlatego mam dylemat czy jestem odpowiednią osobą do opowiadania o tamtym dniu.

https://kahoku.news/articles/20210912khn000016.html

Tohoku Monolog

2022-07-25 § Dodaj komentarz

Seiko Ito, pisarz, odwiedzał osoby związane z Wielkim Trzęsieniem Ziemi na Tohoku w 2011 roku i
notował to, czego usłyszał od nich. To tekst niefabularny w formie monologu mówcy. A ja tłumaczę
na polski, nie mając pewności, że wszystko poprawnie mogłabym przekazać, natomiast uważam, że
warto zostawić taki cenny materiał również w innym języku niż japoński.

(c) Aya

Pani Honoka Tsuda (ur. 1999r.)

Działam jako kataribe, czyli osoba opowiadająca o swoich doświadczeniach (samo słowo oznacza też osoba opowiadająca powieści, legendy itp.). Jestem studentką uniwersytetu rolnictwa i hodowli zwierząt, a jednocześnie prowadzę badanie właśnie kataribe.

Sama nie widziałam Tsunami. Mój dom zaginął w tsunami, ale uważam, że jestem ofiarą w małym stopniu – są ludzie, którzy przeżywali cięższe doświadczenia niż moje. W związku z tym mam dylemat czemu ja opowiadam. Przyszło mi do głowy w tej chwili, że nie jestem kataribe, tylko katarite czyli po prostu osoba opowiadająca o tym.

Kataribe doświadczył tego, a katarite może być osoba spoza danego wydarzenia. Na przykład licealiści w dzisiejszych czasach nie doświadczyli II Wojny Światowej, a zaczynają opowiadać o niej. Nie możemy opowiadać na zawsze, a ważne jest przekazać „głos bez głosu” i w tym jest sens roli katarite, tym bardziej po naszej śmierci. Inaczej ludzie zapominają, a mieszkańcy poza Tohoku są skłonni do uzyskania takiej wiedzy/informacji niż ludzie na Tohoku. Ludzie z miejsca katastrofy nie chcą myśleć o tragedii i niechętnie opowiadają o tym.

Dzieci i młode pokolenie, gdy musiałoby przeżyć w sytuacji podobnej, nasza wiedza by się przydała. Dlatego warto im opowiadać i to jest moim zdaniem nasz obowiązek mimo że opowiadanie nam boli.

W muzeum Auschwitz-Birkenau jest przewodnik Japończyk. Czyli osoba, która nawet nie urodziła się w danym miejscu wykonuje rolę przekazywania. Jeszcze nie spotkałam takich przypadków w Japonii, ale na świecie już istnieje takie.

Mieszkałam z prababcią, która doświadczyła m.in. trzęsienie ziemi w Chile w 1960 roku. Ona nas uczyła, że trzęsienie ziemi przychodzi z tsunami w parze, dlatego moja rodzina zawsze starała zareagować według tej wiedzy i uważam, że warto ją przekazać następnym pokoleniom. W dzisiejszych czasach żyje się w małych rodzinach i moi znajomi nie mieszkają z pradziadkami plus nie rozmawia się dużo w rodzinie o swoich doświadczeniach. Z tego powodu też jest wartość katarite mimo że jesteśmy trzecimi osobami.

W tamtym dniu? Zaczynając ze strony geograficznej, wychowałam się bardzo blisko od morza, może 200m. Chociaż między domem a morzem był las sosnowy i nie widać było morze z domu – tak, w mieście Higashi-Matsushima, blisko do bazy Matsushima, mój dziadek miał statek, a tata surfował… nasze życie toczyło się zawsze na morzu.

W tamtym marcowym dniu, byłam w piątej klasie podstawówki i moi bracie jeden w trzeciej, drugi w pierwszej. Ja i najmłodszy brat byliśmy w szkole. A średni właśnie wracał ze szkoły. O godzinie 2.46, kiedy nadeszło trzęsienie ziemi, przygotowałyśmy się do „spotkania zabaw”, które było zaplanowane na koniec semestru. „Przygotowaliśmy się”, a tak naprawdę leniuchowaliśmy sobie w Sali muzycznej z kolegami. 1/3 uczniów z klasy było chyba tam.
Najpierw usłyszeliśmy dużego dźwięku i spontanicznie myśleliśmy, że to samolot z bazy jak zawsze. A potem jeszcze bardzo niski dźwięk i atak z dołu – „Trzęsienie ziemi!”

Budynek się trząsł w prawo i lewo, większość dzieci uciekały z Sali. A kilka (6 lub 7) dzieci tak jak ja intuicyjnie pomyślały, że nie można się ruszać podczas trzęsienia, zostaliśmy w Sali. Ta sala nie miała stołów i staliśmy na środku, gdzie nic nie spadnie. Ale organ się ślizgał w naszą stronę, a my „Nie! Nie!” i schowaliśmy się pod fortepianem.

*w Japonii uczy się dzieciom, żeby się schować pod stół podczas trzęsienia ziemi po to, żeby chronić głowę przed spadającymi rzeczami.

Ale fortepian też się rusza. Całą siłą trzymaliśmy go, wokół nas spadały instrumenty i różne rzeczy. Byliśmy w dziwnym stanie psychicznym i pamiętam rozmowy jak „na pewno moje delikatne zabawki spadły z szafy!” „O nie! PSP (PlayStation Portable) jest na naładowaniu. Jak się spali to koniec!”

To nie jest odpowiedni w takiej sytuacji, ale byliśmy dziwnie podekscytowani – brzmi niepoważnie, ale nasze życie toczyło się trochę monotonnie, a takie nagłe zdarzenie wydawało nam się trochę spektakularnie.
Wtedy przybiegł nauczyciel, który chyba chciał się upewnić czy żyjemy, krzyczał „Zostańcie tam aż trzęsienie się uspokoi”. Potem mieliśmy uciec na boisko po trzęsieniu. Jakoś nie byłam w panice i nawet zmieniłam buty – teraz sobie przypominam.

Oryginalny artykuł: https://kahoku.news/articles/20210912khn000014.html