poszukiwanie siebie w sobie – Jibun sagashi

2012/07/31 § 1件のコメント

Ja jestem sobą. A w ogóle kim ja jestem? Mam co robić, jestem w miarę szczęśliwa, ale coś jest nie tak…

Ostatnio bardzo cieszy publicznością hasło “自分探し/jibun sagashi – poszukiwanie siebie”, a co to jest?

Jest to dość nowe hasło i jego definicja to mniej więcej tak;

Jibun sagashi to całe etapy, na których próbuje się znaleźć swoją nową, ukrytą oraz “prawdziwą” stronę lub osobowość. Ci ludzie są najczęściej “sparaliżowani” szczęścia i bogatości w codzienności i najczęściej zadają sobie zdanie, czy naprawdę tak powinno się toczyć swoje życie.

Sposób jibun sagashi jest rozmaity, ale wspólnym punktem jest to, że stara się, aby swoje myślenie postawić jak najdalej od rzeczywistości. Wolontariat i dłuższa podróż są fajne przykłady. Czyli rusza się na czynność, którą trudno zrealizować w codzienności, bo wymyga czasu,decyzji, odwagi itd.

Jak ktoś wędruje (fizycznie i mentalnie również, np. czyta dużo motywujących, dydaktycznych książek) mówi drugiemu, że teraz pozwalam sobie siebie znaleźć / 自分探し中です, to od razu brzmi filozoficznie i jibun sagashi staje się świętym powodem, żeby się zatrzymać w jakimś czasie. (np. bierze sobie przerwę na studiach)

Tak że  to jest hasło, które jest generalnie pozytywnie traktowane.

Natomiast jest też surowsza opinia, że jibun sagashi to pasywny stosunek do swojego życia, bo szukanie to równocześnie czekanie na pojawienie nowych rzeczy, więc zamiast tego trzeba samemu kształcić i kreatować własną osobowość.

Ostatnio obejrzałam film “百万円と苦虫女 / Hyakuman Yen to Nigamushi Onna – 1 Milion Jen Girl (2008 Japonia; reż. Yuki Tanada)” i w nim są słowa przez bohaterkę, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie.

“- …czyli jesteś w trakcie tak zwanego jibun sagashi? (jej kolega pyta)

– Odwrotnie. Nie chce mi się szukać. Tak czy inaczej samemu muszę jakoś żyć w swoim sposób, który sama wymyślam, decyduję i się ruszam.

… nie trzeba poszukać siebie, przecież niezależnie czy sama sobie życzę czy nie, cały czas jestem w sobie i ze sobą. Wciąż uciekam ze wszystkiego i ze wszystkich.”

kółeczka tęczowe

2012/07/26 § 2件のコメント

Gdyby bańki zastąpiły za dym papierosów,

czyżby się gromadziłby więcej stresu u palących?

Dzień nie-nieurodzinowy

2012/07/25 § 6件のコメント

Jedna z najsłynnych piosenek wśród Polaków to chyba “Sto lat”. Kto z Was nie zna tej piosenki?

 

Kiedyś w nocnym autobusie kilka pasażerów nagle zaczęło śpiewać tą piosenkę i zrobiło się ciepło w moim sercu, mimo że byłam absolutnie obcą. Chyba nie wszyscy wszystkim znajomym śpiewają, ale to niesamowite, że wśród Was istnieje taka piosenka.

 

A co śpiewa się u nas w dniu urodzinowym?

 

Ta melodia jest widocznie najpopularniejsza, chociaż śpiewa się po angielsku;

Happy Birthday to you, happy bierthday to you, happy birthday dear ( imię ), happy birthday to you!

 

Jednakże dla Japończyków, zwłaszcza dla młodych nie wystarczy tylko śpiewać. Dziś opiszę o świętowaniu urodziń.

Jako przykład podałabym przypadek ukochanych, bo jest “typowy” sposób do spędzania urodzin.

 

W dniu urodzinowym, jak  ktoś ma kogoś ukochanego, woli się spędzać ze sobą. Załóżmy, że dziewczyna ma urodziny i chłopak chce to poświętwować.

On specjalnie rezerwuje stolik w restauracji (mimo że w Japonii rzadko się rezerwuje stolik, jeśli jest kolacja bez żadnej okazji) kilka dni wcześniej i tutaj, jeżeli ten chłopak lubi niespodziankę, to powie, że dziewczyna ma urodziny i żeby restauracja na koniec kolacji przygotowała dla niej niespodziankę.

 

Ładnie ubrani dziewczyna i chłopak przyjdą do restauracji i mają kolację.

A teraz pora na deser i czekają.

 

Nagle robi się ciemno w restauracji i kelner przyniesie specjalny deser.

 

Niektórzy w restauracji zwracają uwagę na ten stolik i dają oklaski. Dużo restauracji potrafi przygotowywać taką urodzinową niespodziankę, bo bardzo często się bywa taka prośba.

 

To już wiadomo, że dziewczyna jest zadowolona 🙂

Ale również bardzo często świętuje się w takim sposób z kolegami, więc to nie jest sposób, który jest zarezerwowany tylko dla ukochanych.

 

Ładne i serdeczne ciasto/tort ma wielką rolę  w dniu urodzinowym.

Zdecydowanie najpopularniejszym tortym jest tak zwany “shortcake”.

 

 

 

Ten tort pochodzi ze Stanów Zjednoczonych lub ze Francji, ale jest trochę zjaponizowane ze względu tekstury ciasta – na Stanach ono jest chlupkie, a we Francji jest mięciutkie, ponieważ ciasto jest zrobione z mąki + proszek migdałowy.

 

A japońskie to po prostu miękkie i puszyste.

 

 

Typowa zabawa z tym tortem, to nakładać świece na torcie tyle, ile bohater/bohaterka skończy lat i ten bohater/bohaterka zdmuchnie jednym tchem, składając sobie życzenie w głowie.

 

Same torty wyglądają super, ale jakby tego było mało Japończycy dają jeszcze różne dekolacje. Cukierniarze przyjmą jakieś rysunki jako wzór i genialnie rysują cukrem.

 

-> dzieci na pewno będą w siódmym niebie, jeżeli dostaną takie fantastyczne torty…

 

Kiedyś na imprezie urodzinowej u koleżanki widziałam tort, na którym była narysowana właśnie koleżanka! Nawet da się narysować dokładnie jak zdjęcie. Byłam po prostu pod wrażeniem.

 

Tak jak widać, nasz sposób nie wygląda na bardzo tradycyjny. Ponieważ do jakiegoś czasu nie mieliśmy zwyczaju świętować urodziny, bo liczyło się ile ma lat w innym sposób; 数え年/kazoedoshi, czyli w 1 stycznia wszyscy skończą swój rok, niezależnie, kiedy ma urodziny. Tradycyjnie nowy rok to dla nas święta, więc kiedyś włącznie z tymi świętami świętowano urodziny i to wcale nie było skupione na urodziny.

 

To kto ma urodziny wokół Ciebie? Może coś już planujesz?:)

 

Ważność pamięci? – z pewnej rozmowy

2012/07/19 § コメントする

Ostatnio przeczytałam rozmowę na stronie Hobonichi, o którym opisałam tu.

Ponieważ organizator Hobonichi’ego, Shigesato Itoi, bardzo się interesuje jak teraz wygląda życie w prefekturach północnych Japonii, tak zwane region Tohoku, gdzie atakowało trzęsienie ziemi w 2011 roku. Tą rozmowę pan Itoi miał z rolnikiem, który ma swoje pole w Fukushimie, a ten rolnik opowiada jaka jest sytuacja po wybuchu elektrowni.

Wywiadów o takim temacie jest dużo w japońskiej prasie, ale akurat ta rozmowa zrobiła na mnie ogromne wrażenie, więc chciałabym podzielić się tym. Nie jestem w stanie wszystko dokładnie przetłumaczyć, lecz mam nadzieję, że uda mi się  przynajmniej opisać to, co ten rolnik ma na myśli.

Prefektura Fukushima ma bardzo dużo pól uprawnych i od dawna jest słynna jako miejscowość produkowania warzyw i owoców. Jednak przez tamten wybuch elektrowni w „całej Japonii”, tzn. w mediach mówiono, że produkty z Fukushimy mają za dużo dawek promieniowania i lepiej ich nie jeść ani nawet dotykać. Częściowo to była prawda, bo przy niektórych produktach znaleziono rzeczywiście dawkę promieniowania, ale to wcale nie oznaczało, że wszystkie fukshimskie produkty są niebezpieczne.

Lecz prawda jest taka, że wtedy Japończycy byli dość wrażliwi i błyskawicznie takie plotki opanowały cały kraj. To się mówi „風評被害/fuuhyou higai – szkodliwa reputacja”. A przecież temu rolnikowi też było bardzo ciężko, bo przez to nie kupowano jego produktów, mimo że w ogóle nie były „trujące”.

Tuż po wybuchu było mu naprawdę ciężko, ale pewnego dnia posłuchał wykładu, który poprowadził badacz Choroby z Minamaty (http://pl.wikipedia.org/wiki/Choroba_z_Minamaty). Według niego tam ludzie w Minamacie też do tej pory cierpieli/nadal cierpią z powodu tych plotek, a on, ten badacz wyjaśnił „3 rzeczy, które są bardzo ważne w takiej sytuacji”

1. poddaj się

2. bądź przegotowany

W tym punkcie chodzi o to, że wszystko może się zdarzyć i tego nie da się przewidywać, ale my nie powinniśmy od tego uciekać i zamiast tego bądźmy na to przygotowani.

3. produkuj „prawdziwe”

Jeżeli możemy się zachować według tych 3 uwag, to możemy przetrwać w niemiłej sytuacji(nie będziemy mieli gniewu do innych), bo jesteśmy dumni ze swoich produktów. „Prawdziwe” ma takie znaczenie.

W warunkach takiego “Fuuhyou higai” wszyscy mają problemy i niepokój. Fakt jest faktem niektórzy z nich popełnili samobójstwo, nie mogąc utrzymać takiego ciężaru. Ale byśmy mogli zareagować na ten ciężar też pozytywnie, tzn., że można znaleźć jakąś szansę, która daje nam nadzieję i nawet przyjemność. A wtedy, choć ciężar jest taki sam, możemy się ucieszyć na jakieś zmianę i postępy, które zdarzają się po drodze.

Można by było tak powiedzieć, że nie tylko ten rolnik, ale również ci, których miejsce jest w Fukushimie są teraz zmuszeni startować od zera, nawet od minusa. Ale przy tej rozmowie jest widać, że niektórzy(większość?) z nich nie siedzą i mówią „a to feler”, tylko patrzą w przyszłość, nigdy nie zapomniając o przeszłości.

Cała rozmowa; http://www.1101.com/tohoku_shigoto/fujita/index.html

Walka w Muzeach

2012/07/11 § 2件のコメント

Ostatnio bardzo się ucieszyłam z tego, że w końcu udało mi się odwiedzić Muzeum Narodowe w Warszawie. Przez 5 lat ciągle chciałam

zobaczyć „Bitwa pod Grunwaldem” Jana Matejki na własne oczy, a poza tym zrobiło mnie wielkie wrażenie ich zbiór sztuki. Jednocześnie było to dobra okazja na odkrycie; jaką tendencję mają japońskie muzea, czym się one odróżnią od nich w innych państwach, które do tej pory odwiedzałam.

W dzieciństwie często zwiedzałam muzea z mamą, jeszcze nie wiedząc co to za sztuka. Oglądając Gogh’a, myślałam, że moja koleżanka w szkole jeszcze ładniej rysuje od tego malarza. Nigdy nie miałam (i nadal nie mam) dobrej pamięci na nazwiska malarzy, ale pamiętam, że mieszkając w Japonii miałam okazje zobaczyć malarstwo Vermeera, Monet, Manet oraz mask Tutanchamona.

A później podróżując w Europie, w muzeach widzę od czasu do czasu tabliczki „ten utwór jest chwilowo pożyczony jakiemuś muzeum” i dopiero wtedy zauważam, że miałam naprawdę szczęście, bo zobaczyłam arcydzieła będąc w Japonii. A z drugiej strony jaka to była szkoda dla tych, którzy bywali w tym muzeum, gdzie powinny być te arcydzieła podczas tymczasowych wystaw w Japonii.

I na takie wystawy przychodzi masa ludzi jak rzeka płynie, a porównając do muzeów zagranicznych oni musią zdecydowanie szybciej obejrzeć słynne utwory. Ale potem im zostanie ten fakt, że obejrzeli arcydzieło.

Jakby tego było mało, oni ciągle pragną zobaczyć takie rzeczy na miejscu i tam wyjeżdżają. Dlatego w Luwrze czy w Muzeum Brytyjskim zawsze Japończycy są widzialni.

Natomiast tymczasowe wystawy w Europie są bardziej pomyślane – nie tylko postawią jakieś ładne utwory, ale również coś jest świetnie skombinowane lub związane.

Nawet jeżeli wystawa jest w muzeum narodowym ona jest bardzo ciekawa i twórcza. Być może to dlatego że mają już na stałej ekspozycji wielkie i poważne arcydzieła i na tymczasową ma się potrzeby czegoś współczesnego lub wspaniały miks nowości z przeszłością.

Fakt jest faktem, japońskie wystawy w muzeach narodowych są bardzo ciekawe i widocznie mamy szczęście, bo mieszkając na małych wyspach tak często mamy kontakt z światowymi arcydziełami. Ale patrząc na tablicy przy utworach z długimi wprowadzeniem oraz komentarzami przez specjalistów mam wrażenie, że są raczej twarde wystawy i myślę, że nadal jest możliwość rozpatrzenia, żeby wystawa była jeszcze bardziej przyciągająca.

zdjęcia: 1. muzeum narodowe w Tokio,  2. kolejka czekająca na wejście do pewnej wystawy,  3. nowe centrum sztuki w Tokio

Where Am I?

Japonia na bakier7月, 2012 のアーカイブを表示中です。